📸 Przejdź do galerii zdjęć.

📊 Dane biegu

📍 Lokalizacja:Nowogród
📏 Dystans:21 km
🛣️ Nawierzchnia:Mix
⏱️ Czas netto:1:31:40
🏃 Tempo średnie:4:21 min/km
❤️ Tętno średnie:157 (89%)
🏅 Miejsce Open:7
📄 Wyniki biegu:Pobierz PDF
🔗 Zobacz aktywność:Polar Flow

Karbony, spuchnięcie i banan na mecie

Dwa miesiące kontuzji i decyzja na styk

Od dwóch miesięcy borykam się z kontuzją – można powiedzieć, że w ogóle nie biegam, bo czym jest zrobienie 37 km przez dwa miesiące? Tydzień wcześniej prze-tuptałem Bieg Konopielki i nie było za wesoło, bo dalej odczuwałem swoje kłucie w du…

Z tego powodu na start w tych zawodach zdecydowałem się w ostatniej chwili. A walić to – co ma być, to będzie, starczy już tego pauzowania.

Przed startem nie omieszkałem zrobić sobie zdjęcia trasy, żeby jakby co z niej zejść i zaliczyć DNF-a. Nałożyłem karbony… ale to ze względu na amortyzację, a nie że tak szybko.

Zachowawczy start i coś mnie podkusiło

Stając na starcie, chodziło mi po głowie 90 minut, ale rozpocząłem zachowawczo – nie ma co przeginać. I tak biegłem sobie na w miarę dużym komforcie do około 15 km.

I tam coś mnie podkusiło. Na punkcie z wodą, zupełnie tego nie planując, urwałem się chłopakowi, z którym biegłem praktycznie od początku. Długa prosta, asfaltowe karbony, nogi same poniosły w okolice 4 min/km.

Paczam na zegarek, a tam tętno 165 – za dużo! Próbuję zwolnić, nogi dalej niosą, słońce pali, prosty płaski asfalt, a ja wiem, że jest za dużo i mimo to nie jestem w stanie zwolnić, a przede wszystkim zejść z tętna.

Spuchnięcie na 19 km i wyłączone mięśnie

No i stało się – na 19 km spuchłem i przeszedłem do marszu. Dawno mi się to nie zdarzyło. Poczekałem około 40 sekund, aż dogoni mnie zostawiony chłopak, i zabieram się za nim.

Ale już było za późno – nie dałem rady dotrzymać mu tempa. Nogi miałem już takie sztywne, że przy kościele na 20 km prawie się przewróciłem, a zbieg po schodach to jakiś cud, że nie wywinąłem orła.

Kończę bieg, starając się na tych drągach nie przewrócić. Pomimo startu w tych wszystkich zawodach, czegoś takiego jeszcze nie miałem. Jak to powiedział kiedyś jeden z rehabilitantów – mięśnie się powyłączały.

Banan na mecie i właściwa diagnoza

Ale pomimo tych perypetii wbiegam na metę z wielkim bananem na ustach. Jestem szczęśliwy, bo wszystko wskazuje na to, że mój organizm już poradził sobie z kontuzją. To, co było, nie ma nic wspólnego z kłuciem – tylko z moim nieprzygotowaniem do dystansu. A raczej przez te dwa miesiące mięśnie miały sporo czasu na zniknięcie.

Czas odbudowywać formę biegową.

🎬 Wideo

📅 Data publikacji / Ostatnia aktualizacja: 2026-06-07